• propaganda
10.03.2022

Wobec propagandy z Rosji

  • Praleski

Propaganda jest skuteczna tylko dlatego, że jesteśmy słabi i brak jest związków między nami. Do dziś nie nauczyliśmy się analizować źródeł. Sieci mediów społecznościowych, nastawione na zysk, to coraz częściej nasze główne kanały komunikacji, a one nie nadają się do horyzontalnego dzielenia się wiedzą, ponieważ tworzą niemal zupełnie odizolowane bańki oddzielające nas od siebie. Stare media, scentralizowane i stronnicze, eliminują nasze głosy, a nad nowymi platformami medialnymi straciliśmy kontrolę. A jednak, jeśli zrozumiemy tę rzeczywistość, może zaistnieć droga naprzód.

Nie przeceniajmy roli ideologów czy pożytecznych idiotów: nie są na tyle sprytni, by zamieniać ludzi w medialne zombie. To ludzie sami robią zombie z siebie. Rosyjski aparat państwowy nie potrafi w praktyce tworzyć nowych idei. Na szczęście dla niego, do spełnienia jego celów doskonale wystarczają idee stare.

Niniejszy artykuł odpowiada na najczęściej powielane w ciągu ostatniej dekady propagandowe narracje Rosji w temacie jej spraw zagranicznych, szczególnie te dotyczące Ukrainy.

„Nie wiem, o co chodzi, więc na wszelki wypadek nie będę się angażować”.

Co najmniej od 2014 roku propaganda rosyjska nie celuje koniecznie w przekonanie konsumenta do bezpośredniego poparcia Rosji: to zadanie nie jest łatwe, a stworzenie uniwersalnej narracji służącej temu celowi jest skomplikowane.

O wiele łatwiej jest zneutralizować tych, którym brak wiedzy bądź przekonania – w takiej to mgle łatwej przepychać narracje wygodne dla władz rosyjskich. To dlatego pole to jest tak przeciążone fejkami: im bardziej szalenie i emocjonalnie, tym lepiej, to tworzy destablizujące poczucie chaosu. Taki brak klarowności umyślnie zaciera granice między prawdą a zupełną fikcją. W tym kontekście największy sukces osiągają ci, którzy dadzą radę szybko zaspamować wszelką dostępną przestrzeń przy pomocy największej liczby botów.

„Moje działanie jest bez znaczenia”.

Wszyscy znamy to uczucie, bo poniekąd odpowiada naszej rzeczywistości. Jesteśmy wyalienowani od procesów decyzyjnych, które wpływają na nasze przeznaczenie. Jeśli przyjmiemy to za prawdę, możliwe, że powstrzymamy się od działania. W odpowiedzi na to niszczące poczucie, wiele osób zwraca się ku teoriom spiskowym, by w jakimś stopniu zyskać (choćby tylko wyobrażoną) pewność siebie i sprawczość. Ten proces może okazać się nawet gorszy od bezczynności, jako iż teorie te promują przede wszystkim wartości prawicowe, co zawęża okienka szans dla nas i tych, którzy nas otaczają. Jedyną prawdziwą odpowiedzią na to poczucie jest wziąć przyszłość w swoje ręce, sprawdzić granice możliwości, popełnić błędy, wziąć za nie odpowiedzialność i iść dalej. Daje to zdecydowanie większą radochę, a przy tym więcej nadziei, niż wariowanie z bezsilności.

Rosja jako przeciwbiegun Hegemonii Globalnej, a świat jednobiegunowy

Koncepcja świata biegunowego bierze się ogólnie z eurocentryzmu. Historycznie rzecz biorąc, Zimna Wojna i system dwubiegunowy stanowiły proste i wygodne narracje kulturowe Zachodu, związane ze zwalczaniem zagrożenia ze Wschodu. Z tego powodu koncepcja ta trwa dalej. Tyle, że współczesna Rosja nie jest już ważnym globalnym graczem w gospodarce. By zniszczyć Rosję, nie trzeba bomb: wystarczą sankcje gospodarcze. Rosja nie jest też przodowniczką kultury. A jednak, wiele osób oddających się nostalgii lub tkwiących w przeszłości uważa ją za jednego z największych światowych graczy – co może mieć konotacje pozytywne albo negatywne, w zależności od tego, z kim się rozmawia. Lewicowcy widzą Lenina, rakiety statki kosmiczne i Gagarina oraz dyktaturę proletariatu. Konserwatyści – Lenina Stalina, statki kosmiczne rakiety jądrowe oraz dyktaturę proletariatu komunistów.

Sama Rosja nie ma planu na przyszłość. Zamiast na pozytywnej wizji przyszłości, polega na swojej świetlanej przeszłości, czerpiąc swoją treść z różnych epok z różnym skutkiem. Sytuacja ta przyciąga też niektórych konserwatystów, dla których Rosja stanowi ostatni bastion tradycji, podobnie jak ich poprzednicy przed ponad stu laty patrzyli na wschód przez orientalistyczne szkiełko. Z drugiej strony Rosja przyciąga i tych, którzy w realu przeciwstawiają się konserwatystom, a to z punktu widzenia ruchów antykolonialnych i antyrasistowskich.

Podstawy teoretyczne tych ruchów powstały równolegle do akademickich studiów postkolonialnych oraz kiełkujących ruchów narodowowyzwoleńczych na peryferiach. Jedne i drugie brały najważniejsze elementy swoich fundamentów z marksizmu. Poglądy antykolonialne w tradycji marksistowskiej wiążą się bezpośrednio z działaniem radzieckich teoretyków lat 20-tych XX w., gdy Rosja Radziecka potrzebowała poparcia za granicą. Związek Radziecki rozwijał ideę światowej rewolucji międzynarodowej, i bezpośrednio wspierał ruchy antyrasistowskie i antykolonialne w różnych częściach świata. Istotnie, gdyby czytać tylko teksty z owej epoki, szczególnie w porówaniu z zachodnimi tekstami akademickimi tych samych czasów, można by nie uwierzyć, że to ta sama Rosja, która była „więzieniem narodów”, jak Lenin określał Rosję carską.

Wiele osób nie dostrzega kolonialnej historii imperiów: radzieckiego i rosyjskiego. Przez to przeoczenie łatwiej jest uwierzyć, że ruchy antykolonialne na peryferiach ZSRR i Rosji składają się wyłącznie z nacjonalistycznych reakcjonistów ze wsparciem Zachodu. Chociaż Rosja nie potrafi definiować ani kontrolować dyskursu o sobie, potrafi jednak korzystać z narracji stworzonych na Zachodzie. Skuteczne narracje prorosyjskie są nie tylko stworzone umyślnie, ale dopracowane metodą prób i błędów. Jak na ironię, to Zachód stworzył i stosował przeciw Rosji struktury, które ta teraz stosuje, by odtworzyć i ustabilizować własną potęgę kolonialną. Bywa, że ludzie zwalczający kolonializm Zachodu, dochodzą do wspierania Rosji dlatego, że nie znają historii ludów pokonanych.

Rusofobia Zachodu

Po pierwsze termin rusofobia wynaleziony został przez rosyjskich antysemitów, by uzasadnić ucisk Żydów w carskiej Rosji. Nie wchodząc głęboko w dywagacje historyczne, przyznajmy, że imperia, które kolonizowały większe liczby ludności słowiańskiej, jak Austro-Węgry czy Cesarstwo Niemieckie, stworzyły kompleks ideowy, który możemy nazwać antysłowianizmem. Ta koncepcja osiągnęła swój szczyt, gdy w Niemczech zapanował narodowy socjalizm.

Dla nazistów Rosjanie przedstawiali sobą esencję wszystkiego, co słowiańskie. Po upadku Trzeciej Rzeszy, te idee antyrosyjskie częściowo włączono do szerszej ideologii antykomunistycznej konserwatystów zachodnich. Dla nich „rosyjskie” było synonimem „komunistycznego”, a całą wieloetniczną ludność imperium radzieckiego redukowali do obrazu „Rosjanina”. Ta zdehumanizowana postać „komunisty z Rosji”, którą widać na obrazkach antykomunistycznych od lat 50-tych do 80-tych XXw. gładko miesza się z orientalizowanymi przedstawieniami z XIX wieku. Również dla lewicowców obraz Rosjanina był ściśle związany z idealizowaną przez nich wersją komunizmu. Ci wyrobili sobie nawyk wręcz odruchowo bronić rosyjskich komunistów, a co za tym idzie, przez aklamację poparli radziecki imperializm. Propaganda Rosji nie wymyśla niczego nowego, ale wykorzystuje dawne narracje Zachodu na swoją korzyść. Rusofobią nazywa teraz wszelką walkę przeciw rosyjskiej hegemonii.

Antyfaszyzm Rosji: dlaczego Putin nadal opowiada o „antyfaszyzmie” swojej misji

W „kraju, który pokonał faszyzm” nigdy nie powstała żadna poważna teoria nt. faszyzmu. Dla przeciętnego/nej obywatela/ki ZSRR, faszyzm oznaczał po prostu kwintesencję zła o nieokreślonym kształcie. Chociaż mowa o pojęciu zdecydowanie związanym z Drugą Wojną Światową, którą w Rosji nazywa się Wielką Wojną Ojczyźnianą, trzeba wiedzieć, że pojęcie „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej” nie oznacza tego samego, co „Druga Wojna Światowa”. Pierwszą Wojną Ojczyźnianą była wojna z Napoleonem w XIX w. Wielką Wojnę Ojczyźnianą zapoczątkowało wkroczenie Niemiec na teren ZSRR w 1941 r., a zakończyła ją kapitulacja tychże Niemiec 9 maja 1945 r. czasu moskiewskiego. Od zachodniej konceptualizacji tej wojny kontekst rosyjski różni się tym, że jest tu ona dalszym ciągiem inwazji dokonywanych z Zachodu: od teutonów w XIII w. przez wojsko polskie w XVII w. po Napoleona i wreszcie Hitlera. ZSRR walczył w Drugiej Wojnie Światowej dalej, po maju 1945 r., przeciw Japonii, to jednak wykracza poza ideę Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.

Pojęcie to rozwijało się w czasie, a nawet w trakcie opisywanych przezeń wydarzeń nie było konkretne. Im więcej czasu upłynęło od końca wojny, tym ważniejsze stawało się to pojęcie w mitologii narodu. Lwią część ikonografii dotyczącej Drugiej Wojny Światowej ustabilizowano w latach 70-tych XXw. Pod koniec lat 90-tych, szczególnie za Putina, 9 maja stał się głownym wydarzeniem patriotycznym w Rosji. Tak naprawdę istnieją w Rosji tylko dwa święta, które jednoczą ten naród: Nowy Rok i Dzień Zwycięstwa.

Zwycięstwo wiąże się z ideą eschatologicznej walki dobra ze złem. W boju tym Rosyjski Naród Wybrany poświęca się, ratuje świat, pokonuje zło, i w trakcie składania z siebie ofiary staje się tym, czym jest. Im większa ofiara, tym większa rola w zwycięstwie – to dlatego Związek Radziecki zawsze starał się podawać najwyższą liczbę poległych i największą skalę zniszczeń w II Wojnie Światowej. Rosja kontunuuje prowadzenie tej martyrologicznej retoryki, by uzasadnić, że to głównie ona pokonała nazistowskie Niemcy. To raczej absurd, zważywszy, że większość ofiar i największe zniszczenia dokonały się wśród ludności krajów dziś niepodległych: Białorusi i Ukrainy.

Według ideologii panującej, głównym warunkiem osiągnięcia zwycięstwa w Wojnie Ojczyźnianej była jedność Rosjan. W tołstojowskiej Wojnie i Pokoju, jedność ta krystalizowała się wokół idei ojczyzny i etyki. W czasach stalinowskich i po-, jedność ta brała się z idei wodza, oraz z lojalności wobec Moskwy.

To oznacza, że każdy, kto osobiście nie był wierny wodzowi lub przynajmniej kierownictwu Związku Radzieckiego, był faszystą. W czasach radzieckich pojmowano to tak, że ZSRR pokonał faszyzm jako rodzina narodów (w tym tekście stosujemy słowo „naród” dla oddania rosyjskiego pojęcia narodu w znaczeniu etniczno-rasowym) pod wodzą starszego brata – Rosji. W ostatnim dziesięcioleciu koncepcja ta przerodziła się w ideę, że faszyzm pokonali tylko etniczni Rosjanie, natomiast inne narodowości wcale się nie liczyły, albo tylko przeszkadzały. Zmiana ta wiąże się z pisarstwem ministra kultury Rosji, Władimira Medińskiego.

Zjednoczeni Rosjanie mieli być z samej swojej natury antyfaszystami. W praktyce znaczyło to, że czym jest, a czym nie jest faszyzm, oceni wódz.

Dlatego też dziś Putin nie musi udowadniać tezy, że na Ukrainie „rządzą faszyści” (często jako synonimu do faszyzmu i nazizmu stosuje wyraz „nacjonalizm”). Sama idea bycia Ukraińcem czy Ukrainką oznacza bycie faszystowskim zdrajcą przeciw Rosji. Dla Putina „denazyfikacja” Ukrainy oznacza podporządkowanie sobie Ukraińców. To nie jest walka z konkretnymi politykami czy ideami, ale walka przeciwko szeroko rozumianej niepodległości. Wedle tej logiki każda niezależność „terytoriów kanonicznie rosyjskich” stanowi faszyzm i trzeba się z nią prędzej czy później rozprawić. Tak rozumiany antyfaszyzm jest zupełnie oderwany od jakichkolwiek wartości czy treści, i można nim uzasadnić wszelkie działania centrali rosyjskiej władzy.

Wyzwolenie Ukrainy, pokonywanie faszystów oraz Ukraińcy i Ukrainki witające rosyjską armię

Rosyjska idea „narodu” w definiowaniu swoich granic posługuje się nie tylko z etnicznym uinnieniem (othering) – co jest wspólne wielu nacjonalizmom – ale również pojęciem „popsutego Rosjanina”. „Uinnienie” w tym znaczeniu odnosi się głównie do ludzi nie postrzeganych jako biali, w tym mieszkańców Kaukazu, Azji Środkowej i innych regionów w granicach Rosji. Natomiast rolę popsutych Rosjan odgrywają inni Słowianie, choćby Ukraińcy czy Białorusini. Typowym przykładem jest historia o ukraińskim generale Mazepie, która w okresie budowania narodu rosyjskiego stanowiła jedno z jego głównych kulturowych odniesień.

W okresie represji lat 30-tych XX w. deportacje na tle etnicznym miały charakter masowy. Kontynuowane w czasie wojny, uzasadniane były oskarżeniem o kolaboracje z nazistami całych narodów. Ideolodzy radzieccy, a później rosyjscy, uwielbiają wspominać o oddziałach kolaboracyjnych tworzonych przez nazistów w czasie wojny, a składających się z wielu grup etnicznych zamieszkałych w ZSRR. Tworząc tę figurę narodów zdradzieckich, mogą przemilczeć fakt, że większość kolaborantów było z pochodzenia Rosjanami – aby uzasadnić politykę kolonialną i represje na tle etnicznym.

Rosja postrzega terytorium Ukrainy jako historycznie rosyjskie. Według tego poglądu, Ukraińcy stanowią część narodu rosyjskiego, przejętą i zanieczyszczoną przez Zachód, podobnie jak u Tolkiena z orkami i elfami. Ten pogląd mówi też, że pod jarzmem Ukrainy (a więc Zachodu i faszystów) cierpi „zdrowa” część społeczeństwa ukraińskiego, pragnąca powrócić do rosyjskiej macierzy, mówić po rosyjsku i całować buty rosyjskiej władzy. Przeciw tym jakże ważnym potrzebom mogą być tylko faszyści i agenci Zachodu. Wielu rosyjskich żołnierzy i zwykłych Rosjan szczerze wierzy, że zostaną powitani jak wyzwoliciele (gdy piszemy ten tekst, napływają kolejne doniesienia o szoku rosyjskich żołnierzy, którzy odkrywają, że tak nie jest). Po aneksji Krymu i sukcesach propagandowych w 2014, nawet na Kremlu mogą w to wierzyć.

W tym momencie większość Ukraińców desperacko się broni, i na ochotnika dołączają do sił obrony terytorialnej. W oczach Ukraińców i Ukrainek Rosja jest okupantem i zagrożeniem ich istnienia, nie tylko abstrakcyjnie (istnienia ich jako narodu) ale w sensie dosłownym, zagrożeniem dla osób, które nie poddadzą się władzy Rosji. Rosjanie tak długo negowali samo istnienie „Ukraińców” w swojej propagandzie, że sami w nią uwierzyli. To też znaczy, że zwykli Ukraińcy i Ukrainki mają powody spodziewać się od Rosjan działań podobnych do tych, jakie naziści prowadzili podczas Drugiej Wojny Światowej. Można mieć nadzieję, że nie osiągną skali dokonań nazistów, niemniej retoryka Putina z dnia na dzień się radykalizuje. Ria Novosti, oficjalna agencja medialna państwa rosyjskiego, już odniosła się do „kwestii ukraińskiej” słowami: „Putin wziął na siebie historyczną odpowiedzialność i postanowił nie pozostawiać rozwiązania kwestii ukraińskiej przyszłym pokoleniom”. Zdanie to sugeruje co najmniej całkowite podporządkowanie sobie całej ludności. Prezydent Ukrainy Zełenski w niedawnym przemówieniu określił wydarzenia jako przypominające lato roku 1941. Strona rosyjska zapycha media społecznościowe wypowiedziami i filmikami tylko podtrzymującymi te obawy.

Zagrożenie dla ludności rosyjskojęzycznej na Ukrainie

Kwestia tak zwanego ucisku ludności rosyjskojęzycznych na Ukrainie jest powiązana bezpośrednio z dyskusją o języku. Nawet teraz, po tylu latach konfliktu, większość ludności nie jest jedno- ale dwujęzyczna. Rosyjski i ukraiński to podobne języki, i dla osoby rosyjskojęzycznej nauczenie się ukraińskiego w kilka miesięcy nie jest trudnym wyzwaniem. Żyjąc w tym kraju, oglądając telewizję i ogólnie konsumując media, nie da się go nie nauczyć. Jeśli nie rozumiesz ukraińskiego, jest to po prostu polityczny statement.

Z drugiej strony, z przyczyn gospodarczych, większość dzieł kultury (książki, muzyka i kino) na Ukrainie wydaje się po rosyjsku, by mogły wejść na większy rosyjski rynek. Nie ma więc powodów, by uważać język rosyjski na Ukrainie za zagrożony wyginięciem. Głosowano nad kilkoma ustawami „na rzecz języka ukraińskiego”. W oficjalnych mediach, biurokracji państwowej i edukacji przeważa ukraiński. Nigdy jednak kwestii życia codziennego nie regulowano w taki sposób, by zabraniać stosowania języka rosyjskiego.

Ta kwestia językowa to właściwie wszystko, co można omówić, gdyby poruszać temat dyskryminacji etnicznej na Ukrainie. Bez samookreślenia etniczni Rosjanie i Ukraińcy byliby trudni do odróżnienia. Politycy wciąż próbują rozgrywać różnice regionalne wiążąc je z językiem. Całe to rozróżnienie przyszło w większości odgórnie, a nie od ludu. Nawet ci prawdziwi naziści, z pułku Azov, do komunikacji stosują język rosyjski. Z czasem zagadnienie to staje się coraz bardziej kwestią tożsamości. Wielu ludzi zaczęło używać ukraińskiego po to, by określić się politycznie. Wielu polityków (tak Ukraińców jak i Rosjan) wykorzystuję tę kwestię tożsamościową, by odwracać uwagę ludzi od spraw społecznych, korupcji, itd. Z bliska wydaje się, że sprawa ucisku osób rosyjskojęzycznych to głównie manipulacja i nie ma ona związku z tutejszą rzeczywistością.

Ukraina państwem faszystowskim

Jak omówiliśmy powyżej, faszystowskim jest dla Putina każde nieposłuszne państwo na terytorium, które Rosja uważa za swoje.

W istocie Ukraina stanowi społeczeństwo znacznie bardziej pluralistyczne od Rosji. Zgodnie z logiką wyborczą, polityczna reprezentacja w parlamencie zmienia się w czasie. W jednym z ostatnich przemówień jako oznakę upadłego państwa faszystowskiego Putin podał właśnie to. Partie polityczne kojarzone ze skrajną prawicą nie mają dużego powodzenia. Prawicy nie należy bagatelizować, ale nie panuje ona nad ogólną sytuacją. Kontrola nad Ukrainą, w przeciwieństwie do Rosji, jest rozproszona na wiele czynników.

Ukraińskie instytucje państwowe raczej rzadko odwołują się do retoryki etniczno-narodowej, nawet w czasie wojny. Zełenski wydaje swoje oświadczenia dla Rosjan po rosyjsku, próbując (choćby tylko retorycznie) rozróżnić między rosyjskim państwem, a samymi Rosjanami i Rosjankami, w nadziei na to, że sprzeciwią się rosyjskim wysiłkom wojennym.

Rosja działa prewencyjnie, to Ukraina jest zagrożeniem

Retoryka państwa rosyjskiego bardzo przypomina tę, którą stosowało ono napadając na Gruzję w 2008 r., w ramach operacji „zabezpieczającej pokój”. Ukraina od 2014 roku sporo zainwestowała w obronę, ale nawet gdyby chciała, nie osiągnie nigdy potencjału pozwalającego napaść Rosję. Tzw. Ludowe Republiki Donbasu od początku cieszyły się wsparciem rosyjskiego wojska. Atak na nie oznaczałby atak na Rosję. Nie wydaje się logiczne sądzić, że Ukraina zaryzykowałaby taki atak. Wsparcie jej ze strony Zachodu nie było znaczące. Dopiero na kilka tygodni przed niedawną inwazją zwiększono dostawy broni w reakcji na przygotowania Rosji, a nawet po tym fakcie broń dostarczana Ukrainie jest przydatna tylko do obrony. Sugerowana napaść na Donbas to tylko obrazek a nie rzeczywistość.

Retoryka Rosji nie jest umocowana w sprawdzaniu faktów czy badaniu źródeł, ale polega na zmyślaniu i chodzi w niej o typowe obwinianie ofiary. Cokolwiek by zrobiła Ukraina, choćby odrobinę woli oporu czy obrony suwerenności zinterpretowanoby jako zagrożenie dla Rosji. Jeśli dysponuje środkami do stawienia oporu, to tylko zwiększa powagę tego rzekomego zagrożenia. Za agresje postrzegane jest nawet mówienie z Rosją jak z równym. Opisując swoje działania na Ukrainie, Putin zacytował stary aforyzm, bez wątpienia odnoszący się do gwałtu: „Podoba się czy nie, musicie to znieść”.

Konflikt jako starcie Rosji z NATO

Jak już powiedzieliśmy, NATO nie jest w widoczny sposób obecne w Ukrainie. Nie ma tam prawie żadnych jego żołnierzy czy broni, i nie ma tam żadnych baz wojskowych sojuszu. Nawet teraz, gdy trwa pełnoskalowa inwazja, NATO ogranicza się do wysyłania broni i wyraźnie robi, co może, by nie wejść w bezpośrednią konfrontację z Rosją. Samo jednak to, że Rosja zgłasza roszczenia do terytorium Ukrainy, grozi wszystkim krajom, w których Rosja widzi obecnie (albo zobaczy w przyszłości) swoje terytoria kanoniczne. To poczucie zagrożenia popycha w ramiona NATO lokalne społeczeństwa jeszcze bardziej niż jakiekolwiek działania samego NATO. Czy spojrzeć na Gruzję, czy nawet na Finlandię, widać, jak wiele zagrożenie to zmieniło w wewnętrznych dyskusjach o wchodzeniu do NATO. Wojna roku 2014 była prezentem gwiazdkowym dla Sojuszu Północnoatlantyckiego, który dotąd przeżywał w Europie trudności, natomiast po niej wstąpił w okres drugiej młodości, który trwa do dziś.

Argument ten zwykle wiąże się z koncepcją, że polityka w ogóle stanowi podzbiór geopolityki. Założenie to nie bierze jednak pod uwagę sprawczości jednostek, społeczeństw, czy choćby państw zbyt małych, by znaleźć się na globalnej scenie. Myślenie to jest też rodzajem teorii spiskowej, w ramach której wszelkie działania napędza ta czy inna superpotęga. Jest też wyrazem kompleksu Wielkiego Brata u obserwatorów, punktem widzenia zakładającym, że nic się nie dzieje bez „nas”, globalnych sił, dobrych bądź złych. Zamiast prawdziwej analizy zrobionej na miejscu, proponuje skorzystanie ze znanych już modeli objaśniających. Może stosować lokalne perspektywy, ale tylko przefiltrowane przez eksperckie instytucje Metropolii.

Taka analiza staje się łatwo samourzeczywistniającą się przepowiednią. Jeśli ignoruje się miejscowych ludzi, ich działania czy punkty widzenia, znikają oni z mediów, tracą poparcie, a w sytuacji kryzysowej, jak obecna, mogą dosłownie wyginąć.

Dwa imperializmy są tym samym

Zwyczajowy pogląd antymilitarystyczny głosi, że gdy biją się dwie potęgi imperialne, nie należy stawać po żadnej ze stron. To wygodna pozycja, ale nie odpowiada obecnej sytuacji. Jest absolutnie jane, że Rosja władająca przytłaczającą siłą militarną i gospodarczą, stara się objąć panowanie nad swoją byłą kolonią. Rosja może nie jest globalnym graczem, ale jest absolutnie regionalnym hegemonem. Ideologicznie rzecz biorąc, te dwa kraje są czymś wzajemnie zupełnie różnym. Rosja stanowi polityczną czarną dziurę – cokolwiek wpadnie w pole jej grawitacji, znika. Od zupełnego wygaśnięcia życia politycznego w już zajętych regionach Ukrainy po wspieranie wszelkich tendencji prawicowych gdzie się da, widać że Rosja jest najpotężniejszą prawicową siłą w regionie. W Europie Wschodniej, na Kaukazie i w Azji Środkowej finansuje miejscowych nazistów, lobbuje za homofobicznymi ustawami, militaryzuje kraje, pogłębia konflikty etniczne, wspiera dyktatorów i zwyczajnie gasi bunty ludowe rozlewem krwi.

Tu nie ma dwóch imperializmów, tylko jeden imperializm przeciw ludowi.

Sami wybierzcie stronę. Nawet gdy to czytacie, może już być za późno.